Wiadomości

Konsumenci w coraz lepszych nastrojach

Środa, 10 lipca 2024
Dane z gospodarki wskazują, że inflacyjny szok jest za nami, a Polacy ruszyli na zakupy. – Konsument przestał aż tak bardzo patrzeć na każdą wydawaną złotówkę – mówi Agnieszka Górnicka, prezeska zarządu Inquiry. Wciąż jednak ostrożnie podchodzimy do przyszłości i planowania większych zakupów. Podejście konsumentów do cen, ale też kanału zakupowego to jeden z elementów, do którego branża handlowa musi się przystosowywać. Zmiany w sektorze wymuszają też kwestie regulacyjne. Wśród istotnych wyzwań na najbliższe miesiące będzie system kaucyjny i ewentualny powrót do handlowych niedziel.
Dynamika sprzedaży detalicznej w cenach stałych na poziomie 5 proc. to wynik, który symbolicznie, ale jednak zaskoczył analityków, którzy średnio spodziewali się wzrostu o 4,9 proc. Majowy odczyt może być pewnym powiewem optymizmu, tym bardziej że równo rok wcześniej mówiono raczej o załamaniu w konsumpcji – sprzedaż detaliczna w maju 2023 roku była o 6,8 proc. niższa niż w maju 2022 roku, co było spowodowane głównie szalejącą inflacją. Rok temu wynosiła ona 13 proc. w ujęciu rocznym, w maju 2024 roku spadła do 2,5 proc.

– Od początku bieżącego roku obserwujemy poprawę nastrojów konsumenckich. Inflacja osiągnęła poziomy, które nie są już tak dotkliwe dla konsumentów, i wpłynęło to wyraźnie na poprawę nastrojów, również na chęć zakupów. Zresztą wielu przedstawicieli sieci mówi dzisiaj o tym, że koszyki rosną, że konsument przestał aż tak bardzo patrzeć na każdą wydawaną złotówkę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Górnicka.

Według badania Inquiry w pierwszym kwartale 2024 roku Polacy mniej odczuwali wzrost cen. Znacząco spadł odsetek polskich konsumentów, którzy uważali, że ceny produktów spożywczych nadal rosną. W marcu 2024 roku odpowiedziało tak 56 proc. badanych, a dla porównania pod koniec 2023 roku wynosił on 68 proc. Co 10. badany pod koniec pierwszego kwartału mówił nawet o spadku cen w tej kategorii. Dane GUS wskazują, że w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe ceny w I kwartale wzrosły o 2,6 proc. w ujęciu rocznym i o 1 proc. w ujęciu kwartalnym.

Według GUS w maju 2024 roku szczególny wzrost sprzedaży detalicznej odnotowały podmioty z grup pojazdy samochodowe, motocykle, części (o 23,8 proc.), farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny (o 10,2 proc.), paliwa stałe, ciekłe, gazowe (o 9,0 proc.).  W dziale żywność, napoje i wyroby tytoniowe, która klasyfikowana jest jako grupa o największym udziale w sprzedaży detalicznej, odnotowano 1-proc. spadek.

Jak podkreślają eksperci, to, że mamy do czynienia z niższą inflacją niż przed rokiem, nie znaczy, że polscy konsumenci przestali zwracać uwagę na cenę. Ten czynnik jest nadal kluczowy w podejmowaniu decyzji zakupowych.

– Konsument nadal jest wrażliwy na ceny, bo wie, że sytuacja nie jest stabilna i że to, że w tej chwili jest nieco lepiej, niż było, to jeszcze nie znaczy, że tak będzie w przyszłości. Cały czas te większe zakupy jeszcze są odkładane w czasie – ocenia prezeska zarządu Inquiry.

Coraz mniej osób deklaruje dotkliwy wpływ wzrostu cen na sytuację gospodarstwa domowego. W marcu 33 proc. Polaków, a rok wcześniej odsetek ten był prawie dwukrotnie wyższy.  Mimo to Polacy nie są zbyt optymistyczni co do przyszłości – 2/3 badanych ocenia, że ceny produktów spożywczych w najbliższym czasie wzrosną, a jedynie 6 proc. zakłada spadek cen. Podobnie jest w przypadku produktów niespożywczych i usług.

– Zmienia się całe społeczeństwo, wszyscy jesteśmy nowymi konsumentami. Mamy do czynienia zarówno z generacją Z i wchodzącą już w dorosłość generacją Alfa, która żyje w swoim cyfrowym świecie, jak i mamy do czynienia też z zupełnie nowymi trendami w innych grupach. To są zarówno trendy społeczne, polegające na zmianie postaw w odniesieniu chociażby do klasycznych wzorców kobiecości i męskości, to jest kwestia ekologii, świadomości konsumenckiej, zdrowia, własnego dobrostanu i oczywiście kwestia cen – wymienia Agnieszka Górnicka, zapytana o charakterystykę nowego konsumenta naszych czasów.

Wraz z obserwowanymi przemianami społecznymi oraz technologicznymi zmienia się sama branża handlowa. Dziś sprzedaż i cały proces wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu. Nie mówimy tutaj wyłącznie o względach związanych z handlem w internecie, ale także o zbieraniu, analizowaniu i wykorzystywaniu danych z zakresu Big Data. To właśnie tutaj leży ważny czynnik transformacji sprzedaży.

– Podstawową siłą jest oczywiście technologia. Ona umożliwia rzeczy, które nie były dostępne wcześniej, technologia umożliwia zbieranie i procesowanie ogromnej ilości danych, przetwarzanie ich na podejmowane w czasie rzeczywistym decyzje, czy to o logistyce, czy o cenach, czy o asortymencie. Na handel wpływają również trendy konsumenckie, handel próbuje się do tych trendów dostosować, a przy dobrych wiatrach je antycypować – podkreśla ekspertka.

Jednym z najważniejszych trendów konsumenckich ostatnich dekad jest rosnąca wciąż sprzedaż w internecie. Zdaniem ekspertki trudno wciąż mówić o równowadze między kanałami online i offline, bo na przestrzeni lat widać przesunięcia zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.

– Widzimy sieci handlowe, które przesuwają ciężar swoich inwestycji na online, tylko po to, żeby parę lat później otwierać ponownie sklepy stacjonarne, bo nagle się okazuje, że to jest ważny punkt styku z marką. Jeżeli konsument nie ma sklepu stacjonarnego, nie widzi go w swoim centrum handlowym, to cierpi na tym także handel online. Z drugiej strony w Polsce mieliśmy do czynienia w wielu aglomeracjach z przesyceniem powierzchnią handlową i to, że centra handlowe są zamykane, a powierzchnia jest wykorzystywana na budowę osiedli, to jest decyzja czysto finansowa – po prostu mieszkania w tej chwili są lepszym produktem inwestycyjnym. To nie ma nic wspólnego z handlem jako takim – ocenia Agnieszka Górnicka.

Kolejne istotne siły zmieniające handel to demografia oraz kwestie regulacyjne.

– Nikt chyba nie sądzi, że cały handel jak jeden mąż wprowadza rozwiązania zmierzające do zachowania zrównoważonego rozwoju jedynie z własnej nieprzymuszonej woli. To są też kwestie regulacyjne. One wpływają na handel w sposób czasami trudny implementacji. W Polsce oczywiście dużo się mówi o systemie kaucyjnym, ale także o zakazie handlu w niedzielę – mówi ekspertka.

Jak wynika z badania Inquiry ze stycznia br., 38 proc. polskiego społeczeństwa popiera obowiązujący zakaz handlu w niedzielę. Podobny odsetek jest odmiennego zdania. Co ciekawe, jeszcze cztery lata temu o zakazie negatywnie wypowiadało się 57 proc. ankietowanych.

– Polski konsument przyzwyczaił się do zakazu handlu w niedzielę i już mu to tak bardzo nie przeszkadza. Co nie zmienia faktu, że jak popatrzymy na to, co się dzieje w te handlowe niedziele, nawet te, które nie są bezpośrednio przed świętami, to jednak handel wtedy przeżywa oblężenie – zauważa prezeska Inquiry.

Najczęściej wskazywanym powodem poparcia zakazu handlu w niedziele jest sytuacja sprzedawców, którzy dzięki nałożonym ograniczeniom zyskują dzień wolny. Zakaz częściej odbierany jest jako nieuciążliwy lub mało uciążliwy (44 proc. wskazań) niż jako raczej lub zdecydowanie uciążliwy (31 proc.).

– Co jest równie ważne, do niedziel niehandlowych przyzwyczaił się również handel i słychać głosy, że sieci handlowe wcale nie są zachwycone powrotem do handlu w niedzielę, szczególnie jeżeli miałoby to oznaczać wyższe stawki dla pracowników. Myślę, że tutaj jest konieczne wypracowanie rozsądnego kompromisu pomiędzy handlem, pracownikami i konsumentem. Natomiast umówmy się, żyć bez handlu w niedzielę można – mówi Agnieszka Górnicka. – Z naszych badań wynika, że handel w niedzielę, jego zakaz lub brak zakazu nie jest w tej chwili w ogóle sprawą pierwszej wagi dla konsumentów, ważniejsze jest to, żeby ceny nie rosły i żeby był asortyment, którego potrzebujemy.




Źródło: Newseria.pl
Fot: AdobeStock



tagi: sprzedaż detaliczna , handel , sklepy , zakaz handlu w niedziele , konsumpcja , gospodarka , makroekonomia ,