Wiadomości

Koronawirus – co czeka zakłady produkcyjne?

Czwartek, 02 kwietnia 2020
31 marca br. rząd wprowadził nowe zalecenia związane z panującą pandemią koronawirusa. Niektórych przedsiębiorców zastanawiają dodatkowe środki bezpieczeństwa, wchodzące w życie już 2 kwietnia, mówiące o tym, że stanowiska pracy poszczególnych osób muszą być oddalone o co najmniej 1,5 metra. Zdaniem ekspertów, dosłowne wprowadzenie tych zasad w życie, może oznaczać paraliż prac w wielu zakładach produkcyjnych, które technicznie nie mogą się przystosować do takiej formy pracy. Potrzeba zatem szybkiego doprecyzowania wprowadzonych ograniczeń.
Zgodnie z zapowiedzianym przez rząd zaostrzeniem zakazów w związku z trwającą epidemią koronawirusa, pojawiły się nowe wytyczne dla pracodawców. Zakładów pracy nadal nie obejmuje przyjęty zakaz imprez i zgromadzeń (czyli w pracy mogą znajdować się więcej niż 2 osoby jednocześnie), pracodawcy muszą od 2 kwietnia zapewnić „dodatkowe środki bezpieczeństwa swoim pracownikom”. Wśród nich jest m.in. punkt mówiący o tym, że „stanowiska pracy poszczególnych osób muszą być oddalone od siebie o co najmniej 1,5 metra”. Pracodawcy przyjmują kolejne zalecenia mając na uwadze ich słuszną i dobrą motywację, jednak w ich opinii, dla wielu zakładów produkcyjnych jest to zalecenie w znacznym stopniu utrudniające funkcjonowanie, a w niektórych przypadkach – uniemożliwiające produkcję.

- Dostajemy sygnały od przedsiębiorców, że dla części z nich zapisy rozporządzenia są po prostu niewykonalne. Przykładem jest przemysł zbrojeniowy, w którym związkowcy i pracownicy BHP zwracają uwagę, że niektóre czynności po prostu nie mogą być wykonywane w założonej w ustawie odległości między pracownikami. Podobnie, firmy m.in. z przemysłu produkcji okien wskazują, że pomimo dużej automatyzacji i robotyzacji linii produkcyjnej, niektóre elementy muszą być wykonane przez pracowników w odległości, którą narzuca linia montażowa – wymienia Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP. – Jeżeli firmy będą chciały rygorystycznie podejść do zapisów skończy się to albo zamknięciem produkcji, albo dużymi kosztami związanymi z przestawianiem parku maszynowego. Ta druga opcja jest jednak często niemożliwa, a koszty zbyt duże, by wdrożyć ją tymczasowo. W praktyce może się zatem okazać, że firmy produkcyjne będą starały się zachować wytyczne zawarte w rozporządzeniu, ale jednak z pewnymi odstępstwami, licząc na to, że kontrolerzy będą w tym względzie wyrozumiali dla ich sytuacji.

Podobne spostrzeżenia mają eksperci Personnel Service. Ich zdaniem, choć nowe zasady wynikają z jasnych i dobrych motywacji, brak doprecyzowania ograniczeń rodzi zrozumiałe wątpliwości wśród pracodawców.

- Wiele firm produkcyjnych, dla których dostarczamy pracowników, jest teraz w trudnej sytuacji. Ich właściciele zastanawiają się nad tym, jak wdrożyć założenia rozporządzenia. Część mówi wprost, że zmiany linii montażowych są po prostu niemożliwe. Praca maszyn ustawionych jedna obok drugiej jest ze sobą powiązana, stąd nie ma możliwości ich rozdzielenia. Wątpliwości budzi również to, czy odległość 1,5 metra dotyczy stanowiska pracy czy odległości między ramieniem jednego pracownika a kolejnego – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

By uniknąć wątpliwości i problemów we wdrażaniu w życie wszystkich zalecanych ograniczeń, eksperci apelują o doprecyzowanie wspomnianych zapisów, by jak najlepiej zastosować się do tych zaleceń. Ich zdaniem, rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie zapisu, który mówi o tym, że ograniczenie dotyczy wszystkich zakładów pracy, w których wprowadzenie 1,5 metrowej przestrzeni między stanowiskami nie wpłynie niekorzystnie na bezpieczeństwo pracowników oraz jakość i szybkość produkcji.



tagi: koronawirus, zakłady produkcyjne, ekonomia, finanse, gospodarka,