Wywiady

Rozmowa z Edwardem Bajko, Prezesem Spółdzielczej Mleczarni Spomlek

Czwartek, 20 lutego 2020 Autor: Tomasz Pańczyk, HURT & DETAL Nr 02/168. Luty 2020
Dla mleczarni w Radzyniu opuścił ukochane Mazury, jednak wciąż jest bardzo mocno związany z tym regionem. Pasjonat serów, żeglarstwa, budowy łodzi oraz towarzysz długich podróży wspierający bliskich w ich pasjach. O najważniejszych zadaniach w zarządzaniu firmą, ulubionych miejscach oraz zajęciach po pracy rozmawiamy z Edwardem Bajko, Prezesem Spółdzielczej Mleczarni Spomlek.

Czy rozpoczynając swoją karierę zawodową właśnie tu – w Radzyniu Podlaskim – przypuszczał Pan, że będzie to tak długa „podróż zawodowa”, a sama Spółdzielnia i wytwarzane w niej sery będą miały tak dużą rozpoznawalność?

Pochodzę z Mazur – kocham ten region. Mimo, że jestem w Radzyniu prawie 40 lat to wciąż czuję się bardziej Ostródzianinem niż Radzyniakiem. Być może wynika to z faktu, że spędziłem tam swoje najlepsze lata, czyli dzieciństwo i młodość. Gdy tylko mam okazję chętnie tam wracam.

Zupełnie nie przypuszczałem, że w Radzyniu spędzę większość swojego życia. Decyzja o tym, że trafię do tego miasta zapadła jeszcze na studiach i była związana z wyjazdem na praktyki zawodowe. Zaproponowano mnie i żonie (studiowaliśmy razem) tzw. stypendium fundowane. Pod koniec lat 70. wiele firm szukało absolwentów wyższych uczelni, którym proponowano dofinansowanie w czasie studiów w zamian za to, że po ich zakończeniu zostaną pracownikami danej firmy. Byliśmy zobowiązani do przepracowania takiego okresu, jak długo otrzymywaliśmy stypendium. W naszym przypadku były to dwa lata. Ponieważ stypendium nie było małe, zdecydowaliśmy się bez zastanowienia. Mieliśmy przepracować ten okres i wrócić w swoje rodzinne strony. Okazało się jednak, że zakład był fajny, miał potencjał, panowała w nim miła atmosfera, a powrót na Mazury odkładaliśmy coraz dalej, aż do dzisiaj. Właściwie już się to nie stanie, bo większość rodziny przeprowadziła się do Radzynia. Jednak pozostał bardzo silny sentyment do tamtych stron.

Zakład w Radzyniu od początku był zaprojektowany do produkcji serów. Jednak po upadku komunizmu zaczęliśmy poszerzać nasze portfolio. Produkowaliśmy jogurty, kefiry oraz mleko spożywcze w kartonach z użyciem technologii duńskiej. Mieliśmy również epizod współpracy ze szwajcarską firmą w kategorii jogurtów. Chcieliśmy zaistnieć w różnych segmentach, jednak problem polegał na tym, że w kategoriach innych niż sery nie mogliśmy osiągnąć efektu skali, który zapewniłby nam godziwe zyski z tych produktów. Dlatego skupiliśmy się na tej kategorii, której produkowaliśmy najwięcej i mieliśmy najsilniejszą pozycję rynkową, czyli sery dojrzewające. Jak dzisiaj widać to była słuszna decyzja.

Czy jest Pan pasjonatem serów?

Jeżeli chodzi o moje upodobania konsumpcyjne i codzienną dietę to jestem zupełnie przeciętny. Zdecydowanie sery są moją pasją. Są one przede wszystkim bardzo interesujące ze względu na to, że mogą mieć legendę, historię. Jest to zupełnie inny produkt niż jogurt czy mleko. Z serami jest podobnie jak z winem. Interesuję się ich historią oraz różnymi typami i gatunkami serów.

Zarządza Pan firmą blisko 12 lat. Czym według Pana jest skuteczne zarządzanie?

Skuteczne zarządzanie to przede wszystkim skuteczne oddziaływanie oraz wpływanie na ludzi. Wśród kompetencji menedżerskich potrzebna jest właśnie taka umiejętność wpływania na pracowników. Kluczowe jest, aby wydobyć z nich to, co może przysłużyć się dla dobra firmy. Próba decydowania o wszystkim, funkcjonowania w charakterze alfy i omegi, moim zdaniem jest nieskuteczna. Oczywiście zależy to też od wielkości firmy. Z pewnością w miejscu takim jak Spomlek próba jednoosobowego zarządzania jest nieporozumieniem.

Funkcja prezesa nie polega na codziennym nadzorowaniu produkcji, wymaga dużej wiedzy, np. z zakresu prawa, marketingu, finansów, księgowości, itd. Jeżeli próbowałbym nadzorować jedynie produkcję nie byłbym prezesem całej firmy, ale tego jednego działu.

Kluczowe są kompetencje miękkie i umiejętność zarządzania ludźmi w postaci wydobywania z nich samodzielności, odwagi decyzyjnej, energii. Ważne jest, by utrzymywać poziom optymizmu – są okresy lepsze i trudniejsze, a szef jest ostatnim, który miałby być zmartwiony czy przerażony. Jednym z bardziej istotnych zadań dla lidera jest przywództwo i utrzymywanie dobrego nastroju.

Wiemy, że pasjonuje się Pan żeglarstwem…

Jest to moja pasja od dzieciństwa. Praktycznie całe życie pływam na jachtach, głównie żaglowych, ale nie tylko. Moje zainteresowanie jachtingiem dotyczy nie tylko stricte żeglowania. Ma ono również drugą odsłonę, która odgrywa coraz większą rolę, a chodzi o budowę jachtów. Jest ona dosyć specyficzna, ponieważ w jakimś sensie je projektuję, a właściwie przerabiam. Nie kupuję gotowego projektu, by go odwzorować. Lubię samo majsterkowanie – jednak nie to fascynuje mnie najbardziej. Najbardziej ujmuje mnie oczekiwanie na moment, kiedy łódka zostanie zwodowana i zobaczę jak pływa. Sterowałem wieloma łódkami, każda z nich ma jakieś wady i zalety, co przekłada się na nowe pomysły i rozwiązania w moich jachtach. W tej chwili robię swoją trzecią łódkę i jestem bardzo ciekawy jak będzie pływać. Mam nadzieję, że pod koniec lata uda mi się ją zwodować. Pierwsze dwie były niedużymi żaglówkami do sportowego pływania, ta nad którą pracuję będzie jachtem motorowo-żaglowym. Zastosowałem kilka rozwiązań i jestem ciekaw jak się sprawdzą, natomiast nie widziałem takich na żadnej łódce.

Gdy jestem w porcie jachtowym lubię spacerować po molo czy pomoście i oglądać jachty – nie to jak one się błyszczą – tylko to jakie mają wyposażenie, funkcje i rozwiązania.

przed_rejsem.jpg

Czy cechy doświadczonego żeglarza można wykorzystać w zarządzaniu firmą?

Podczas nauki żeglarstwa, adept po dwóch dniach sterowania ma przeświadczenie, że umie już żeglować. Mam również okazję uczyć żeglowania. Zawsze przestrzegam swoich uczniów, że po dwóch dniach pływania razem nie będą w stanie odpowiedzialnie sterować jachtem, ponieważ zdarzą się sytuacje, które w ciągu tych dwóch dni nie miały miejsca. Przestrzegam ich przed tym, by za wcześnie nie uznali, że już wszystko wiedzą. Dopiero po pewnym czasie można się przekonać o braku wiedzy w jakiejś sytuacji. W pierwszym momencie nawet o tym nie wiadomo. Podobnie jest z biznesem. Gdy ktoś zaczyna wydaje się, że wszystko jest łatwe i proste. Często spotykam się z takimi ocenami np. w relacji z klientami, że przecież to jest oczywiste, dlaczego prezes tego nie robi – a oczywiste jest dla kogoś, kto nie do końca zdaje sobie sprawę jakie rodzi to konsekwencje. Żeglarstwo uczy również pokory, co jest bardzo potrzebne w biznesie.

A jakie są Pana ulubione kierunki żeglowania?

Zdecydowanie są to Wielkie Jeziora Mazurskie oraz akweny wodne w okolicach Ostródy. Szczególnie urokliwe są jeziora, np. Drwęckie oraz Szeląg.

Jakie są Pana cele wypraw żeglarskich, które ma Pan na liście „do zrobienia”?

Gdy byłem w szkole średniej wraz z kolegami byliśmy absolutnie przekonani, że kiedyś popłyniemy dookoła świata. Jednak ze względu na brak środków finansowych oraz jachtu odkładaliśmy to na przyszłość. Dzisiaj muszę z przykrością przyznać, że jest już za późno. Nie planuję dalekich wypraw żeglarskich. Stawiam na inny typ przygody. Na jeziorach są zmienne wiatry, właściwie trudniej się na nich pływa niż na morzu. Są dużo bardziej wymagające, potrzebne są umiejętności żeglarskie. Dla przykładu jezioro Szeląg jest piękne, ale bardzo wymagające.

Jeżeli nie wyprawa żeglarska, to – podróże bliższe czy dalsze? Znane miejsca czy odkrywanie zupełnie nowych?

Wszelkie wyjazdy są związane z hobby mojej żony, jakim jest fotografia przyrody. Jestem w to zaangażowany będąc kierowcą, przewodnikiem czy pilotem zagranicą. Robię to z przyjemnością. Żona rusza w poszukiwaniu atrakcyjnych kadrów, a moim zadaniem jest ją tam dowieźć, nawet jeżeli byłoby to na drugim końcu świata – co również się nam zdarza.

Miejsce, które odkryliśmy dwa lata temu to Kostaryka. Jest tam mnóstwo gatunków ptaków. Przez dwa lata byliśmy tam już 3 razy. Myślę, że żona mnie skłoni do tego, aby ponownie odwiedzić ten kraj. Był okres, gdy częściej odwiedzaliśmy kraje azjatyckie i pewnie jeszcze tam wrócimy.

W Polsce nasze podróże, z racji pasji żony, odbywają się głównie do Białowieży.

A tak na co dzień, po pracy – jak lubi Pan odpoczywać? Muzyka, dobra książka, ogródek…

Muzyka, film, a tak naprawdę prawie każdą wolną chwilę spędzam majsterkując przy łódce.

A gdyby teraz mógł Pan przenieść się w jedno – konkretne miejsce na świecie to byłoby to…

Zbliżam się do wieku, kiedy moja kariera będzie się kończyć i to pytanie od czasu do czasu sobie zadaję. Jednak wciąż nie umiem na nie odpowiedzieć. Z jednej strony chciałbym wrócić na Mazury, z drugiej przyciąga mnie ciepło i egzotyka. A z innej – rodzinę mam w Radzyniu, więc tutaj wypadałoby zostać. Jeszcze nie umiem podjąć decyzji.

Dziękuję za rozmowę.
Tomasz Pańczyk
Redaktor Naczelny

 

tagi: Edward Bajko, Spółdzielcza Mleczarnia Spomlek,