Właścicielką punktu jest pani Anna Gilewska, której historia z prowadzeniem sklepu rozpoczęła się na przełomie lat 80. i 90., kiedy to przeprowadziła się wraz z rodziną w okolice ulicy Puławskiej. „Wówczas sklep należał do Fundacji Budowy Senatoriów dla Rolników i Dzieci, i – muszę przyznać – jego prowadzenie pozostawiało wiele do życzenia. Oczywiście, wszystkimi siłami starałam się poprawić standard obsługi, jednak zaangażowanie jednej osoby nie naprawi wszystkiego” – wspomina pani Ania. Czas pokazał jednak, że determinacja i pasja pomagają osiągnąć to, co wydaje się nieosiągalne.
Murem za Anką!„Mniej więcej po półtorej roku mojej pracy odwiedził mnie prezes owej fundacji z pytaniem, czy nie zechciałabym poprowadzić sklepu. Początkowo, z uwagi na niewielkie doświadczenie, byłam pełna obaw, poza tym nie do końca wierzyłam w powodzenie tego przedsięwzięcia – w tamtych czasach otrzymanie lokalu pod sklep wcale nie było prostym zadaniem, ponieważ popyt był ogromny. W tym celu należało napisać pismo do Wydziału Handlu i Usług, a także mieć odpowiednie znajomości, których ja nie posiadałam” – wyjaśnia właścicielka sklepu.
Właściciel fundacji rozbudził jednak chęci pani Ani na stworzenie sklepu, dlatego też wpadła na pomysł, żeby przygotować wymagane pismo i poprosić klientów, aby się pod nim podpisali. Efekt okazał się piorunujący. „Po około dwóch tygodniach do sklepu zawitała pani Krysia z informacją, że dostałam lokal. Skąd miała te informację przede mną? Okazało się, że jej syn i inni klienci odwiedzili Wydział Handlu i Usług, wstawiając się za mną. W taki oto sposób zostałam właścicielką sklepu spożywczego ››Anka, Sklep spożywczy‹‹. Ta historia uświadomiła mi, że to, co robię, jest słuszne i ludzie właśnie takiej osoby, jak ja potrzebują” – mówi pani Ania.
Małe, wielkie tradycje i duże oddanie
Zaangażowanie klientów wzruszyło panią Anię, która chciała się odwdzięczyć za to, że tak mocno jej zaufali. Tamta sytuacja zbiegła się w czasie z okresem sylwestrowym, dlatego nową tradycją stało się świętowanie wspólnego sukcesu szampanem – ten zwyczaj trwa do dziś.
Pani Ania przyznaje, że odkąd sklep zaczął być jej, za cel postawiła sobie takie zarządzanie, aby stworzyć domową atmosferę, a ona sama byłaby w nim gościnną gospodynią. Zaangażowanie zdecydowanie się opłaciło, co zostało uhonorowane nagrodami. „W międzyczasie trzykrotnie otrzymałam nagrodę organizowaną przez Federację Konsumentów – dla najlepszego sklepu w Polsce w kategorii małych sklepów, za jakość obsługi klienta. Przez lata pozostałam tą samą Anką – wszystko robię od serca i chcę wszystkiego, co najlepsze dla mojego klienta. Polecam tylko to, co mi samej smakuje, co sama bym kupiła. Takie podejście procentuje, ponieważ klient mi ufa i wraca, a co lepsze – przekazuje informacje o tym produkcie dalej. Traktujemy klienta jak gościa – bardzo często częstujemy produktami, aby sam mógł ocenić ich smak i na podstawie doświadczenia się do nich przekonać” – przyznaje właścicielka sklepu.
Za sukcesem stoją ludziePani Ani przyznaje, że powinna być już na emeryturze, jednak klienci nie wyobrażają sobie, że sklep będzie działał bez niej – w końcu prowadzi go 36 lat, w tym czasie tworząc swojego rodzaju społeczność ludzi, którzy są wierni, znajomi i nawet piszą dla niej wiersze. „Od zawsze zależało mi na stworzeniu sklepu, którego zarówno załoga, jak i klienci tworzą jedną, wielką rodzinę, a ja staję się prawdziwą gospodynią, która zajmuje się wszystkim, aby jak najlepiej ugościć klienta, niczym członka rodziny. Mimo że czasy się zmieniają i ciągły pośpiech sprawia, że mamy dla siebie mniej czasu, często nie zauważamy siebie nawzajem, to u mnie w sklepie klienci odnajdą klimat dawnych lat – rodzinną atmosferę, otwartość, życzliwość i pomocną dłoń” – podsumowuje właścicielka sklepu.
Pani Ania przyznaje też, że prowadzenie małego sklepu osiedlowego jest specyficzne i praca w nim polega w dużej mierze nie na eksponowaniu asortymentu, ale zachęcaniu. Dlatego po podejściu klienta do lady ekspedientki dopytują, czy czegoś jeszcze nie potrzeba, zachęcając do wyboru konkretnych produktów. „W strefie kasy mamy wyłożone pieczywo, ale nie przez przypadek – jest ono naszą swego rodzaju wizytówką, ponieważ są to chleby wyjątkowe, robione na prawdziwym zakwasie z różnymi dodatkami. Przyznaję, że są one droższe, ale na pewno warte swojej ceny – jest to nasza duma i coraz więcej klientów się do nich przekonuje. Mamy oczywiście także zwykłe pieczywo, jednak to – z racji swojej wyjątkowości – jest wyeksponowane” – wyjaśnia pani Ania.
Właścicielka sklepu zauważa też, że w ostatnim czasie – poza poszukiwaniem jak najzdrowszych produktów w trosce o zdrowie – popularny staje się trend na jedzenie proste, takie jak ziemniaki z siadłym mlekiem, sałatka jarzynowa, świeże pieczywo z masłem, smalec z pieczywem i kiszonym ogórkiem. Takie jedzenie musi mieć jak najkrótszy skład, aby mogło jak najmocniej odzwierciedlić jedzenie z dawnych lat – i w sklepie „Anka. Sklep spożywczy” takie produkty są oferowane.
Przywiązanie i jego konsekwencjePodczas wieloletniego prowadzenia placówki handlowej nie może obyć się bez pamiętnych sytuacji. Jedną, która zdarzyła się w sklepie, można określić jako tragiczno-komiczną, a była ona wynikiem przywiązania klientów do sklepu i do samej właścicielki. „W okresie wakacyjnym zawsze zamykam sklep na 2-3 tygodnie z uwagi na to, że jest to mała placówka handlowa z niewielkim zespołem. Chcę, aby w tym czasie każda z nas porządnie wypoczęła i nabrała wiatru w żagle na cały rok pracy. Tamtym razem było tak samo – wywiesiłam kartkę z informacją, w jakim czasie sklep będzie nieczynny z powodu urlopu. Wraz z jego rozpoczęciem wyjechałam z rodziną na działkę i w tym czasie miałam mnóstwo telefonów z pytaniem, gdzie jestem i co się stało.
Po krótkim czasie wróciliśmy z działki i mieliśmy w planach dalszy urlop w innej części Polski – jednak ku mojemu zdziwieniu cała witryna sklepu pokryta była czarnymi taśmami ułożonymi na kształt krzyża, a przed wejściem ustawione zostały znicze i kwiaty. Okazało się, że cała dzielnica opłakuje mnie i moją rodzinę. A dlaczego? Najprawdopodobniej z tego powodu, że w okresie mojej nieobecności pod Gdańskiem miał miejsce wypadek samochodowy, w którym zginęła 4-osobowa rodzina, a jedna z ofiar nazywała się Anna G. Stąd poszła plotka, że to ja uległam wypadkowi, a wierni klienci odprawili mi ››pogrzeb‹‹. Co najzabawniejsze, całe to zamieszanie zostało opisane w Gazecie Wyborczej” – wspomina pani Ania.
„Wszystkie te sytuacje i historie sprawiają, że po latach mogę stwierdzić jedno: gdybym miała jeszcze raz otwierać sklep, wszystko zrobiłabym dokładnie tak samo” – podsumowuje właścicielka sklepu.
Anna Gilewska, właścicielka sklepu (z prawej) z załogąAnka. Sklep spożywczy, ul. Michała Bałuckiego 23, Warszawa