Z rynku FMCG

Supermarket – mniejszy, przyjazny, osiedlowy

Czwartek, 20 kwietnia 2017 HURT & DETAL Nr 04/134. Kwiecień 2017
Sieci supermarketów w ostatnich miesiącach stały się przedmiotem zainteresowania dużych firm, inwestorów, a przede wszystkim klientów. Może i dla tego segmentu rynku detalicznego nadchodzą lepsze czasy?
Rynek supermarketów przez lata charakteryzował się sporą bezwładnością. Rozwijały się sieci franczyzowe, dyskontowe, a nawet niektóre sieci sklepów tradycyjnych posiadające poważne zaplecze hurtowe. W porównaniu do tych formatów rozwój supermarketów cechowała swoista stagnacja. Ich liczba co prawda systematycznie rosła, nie tak jednak jak pozostałych sieci. A jednocześnie należały one do tej grupy placówek wielkopowierzchniowych, które o wiele lepiej radziły sobie na rynku niż popadające w spore kłopoty sieci hipermarketów. A teraz wszystko wskazuje na to, że nadszedł nareszcie także ich czas...

Wygodny supermarket

W ostatnich miesiącach furorę robi słowo proximity. Wcześniej mało znane, teraz w połączeniu z pojęciem supermarketu oznacza sklep liczący kilkaset metrów kwadratowych powierzchni handlowej, trochę osiedlowy, trochę convenience, zlokalizowany zazwyczaj w mniejszych i średnich miastach. Pełniący zarówno funkcję miejsca, w którym można dokonać szybkich zakupów bieżących, jak i zaopatrzyć dom na dłuższy czas jak w hipermarkecie. Czyli coś pośredniego między sklepem tradycyjnym, a hipermarketem, czy dużym supermarketem typu Intermarche. Jednocześnie są to placówki oferujące dosyć szeroki asortyment produktów i starające się dorównać cenowo ofercie sklepów dyskontowych. W efekcie powstaje swoiste połączenie sklepu typu convenience, dyskontu i placówki wielkopowierzchniowej.

To nowe pojmowanie funkcji i zadań supermarketu spowodowało, że wokół sieci tych sklepów już w roku ubiegłym zaczął się spory ruch, który obecnie, głównie w ostatnich tygodniach, nabrał przyspieszenia. Nie jest bowiem tak, że tego rodzaju placówki są na rynku rzadkością. Sieci o zbliżonym do opisanego profilu jest wbrew pozorom dosyć dużo. Wystarczy tu wymienić m.in. Dino, Eko, Polomarket, Milę, a nawet Stokrotkę, czy franczyzowy SPAR. Podobny charakter ma spora część sklepów sieci Piotr i Paweł, czy Topaz lub Zielony Market oraz wiele małych, lokalnych sieci supermarketów chociażby takich jak Hildebrandt w Brodnicy. Mamy więc do czynienia łącznie z kilkoma tysiącami placówek handlowych.

Przyszłościowy segment

Perspektywiczność tego formatu dostrzegły już przed kilku laty fundusze inwestycyjne. Sieć Eko powołana do życia przez Krzysztofa Gradeckiego przejmowana była przez kolejne fundusze, aby ostatecznie na początku bieżącego roku trafić w ręce Grupy Eurocash. Połowę udziałów w sieci Dino jeszcze do niedawna posiadała Grupa Enterprise Inwestors, która właśnie sprzedaje je właścicielowi drugiej połowy, czyli Tomaszowi Biernackiemu. Zgodę na tę transakcję wydał już w styczniu UOKiK.

Po tych transakcja obie sieci wchodzą właśnie w okres daleko idących zmian nie tylko własnościowych, ale i organizacyjnych. Sieć Eko, która przez wiele lat była niedoinwestowana i dopiero od nieco ponad roku podjęła porządkowanie swoich sklepów wymaga jeszcze znaczących nakładów. Tym bardziej, iż Eurocash zamierza włączyć ją w struktury swojej najlepszej sieci franczyzowej jaką są Delikatesy Centrum. Oczywiście sam rebranding sklepów można by przeprowadzić dosyć szybko, jednak doprowadzenie sklepów Eko do standardów DC wymaga i czasu i sporych nakładów. Wciąż nie jest ostatecznie rozstrzygnięta metoda włączenia sklepów będących przecież własnością Eurocashu w struktury sieci stricte franczyzowej. Mówi się o tym, że część placówek zostanie przekazana nowym franczyzobiorcom, częściej jednak dominuje w kierownictwie Grupy opinia, że warto pozostawić firmę Eko jako franczyzobiorcę Delikatesów Centrum dla wszystkich, bądź większości marketów Eko. I w oparciu o takie założenie przeprowadzać rebranding tych placówek. Bądź co bądź w sieci Delikatesy Centrum działają franczyzobiorcy posiadający po kilkadziesiąt placówek. Eko stanie się więc być może największym franczyzobiorcą zarządzającym ponad 200 sklepami.

Inną drogą ma iść Dino. Już w roku ubiegłym, a więc sporo przed objęciem całości udziałów przez Tomasza Biernackiego, zarząd firmy ogłosił plan wejścia Dino na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Prezes Szymon Piduch, który przez kilka lat uparcie odmawiał udzielania jakichkolwiek bliższych informacji o rozwoju sieci, nieoczekiwanie zaktywizował się medialnie podkreślając, że debiut Dino na giełdzie może być nawet jednym z największych w roku 2017. Obecnie dobiegają końca prace nad prospektem emisyjnym i można oczekiwać debiutu giełdowego być może jeszcze w kwietniu tego roku. Biorąc pod uwagę fakt, że Dino liczy obecnie ponad 600 placówek handlowych ocena prezesa Piducha nie jest pozbawiona racji.

Nie pozostają w tyle

Także pozostałe sieci małych supermarketów wykazują sporą aktywność. Stokrotka planuje uruchomienie w bieżącym roku nawet 100 nowych sklepów, zarówno własnych, jak i franczyzowych oraz zamierza oddać do użytku kolejne, trzecie już centrum dystrybucyjne. Przez cały rok trwać mają także testy nowego formatu, tym razem convenience pod szyldem 5tka Market. Ciekawe zresztą, czy się to lubelskiej firmie uda – podobne próby podejmowane w latach ubiegłych przez różne podmioty nie zakończyły się większym sukcesem. Pozycja Żabki na tym rynku jest tak silna, iż żaden konkurent nie był w stanie jej sprostać.

Również powstała przed kilku laty w wyniku odłączenia się od Polomarketu sieć Mila od ubiegłego roku oglądała się za inwestorem. Widocznie plany te nie powiodły się, bowiem w połowie marca Prezes sieci Artur Góralczyk poinformował o podjęciu działań zmierzających do debiutu giełdowego firmy. A więc Mila chce pójść podobną drogą jak Dino. Prezes Góralczyk podkreśla zresztą, że to w dużej mierze efekt niezłej koniunktury w handlu detalicznym.

Z godną podziwu konsekwencją i w szybkim tempie rozwija się sieć marketów SPAR.  W ciągu nieco ponad sześciu lat od momentu przejęcia sieci przez Grupę Bać-Pol liczba placówek handlowych pod międzynarodowym szyldem wzrosła prawie trzykrotnie.

Sporo zagrożeń

Ruch, jaki towarzyszy aktualnie segmentowi małych supermarketów związany jest bez wątpienia z poprawą koniunktury handlowej. Ta zaś to przypuszczalnie efekt rządowego programu 500+. Pojawia się jednak pytanie, czy tendencję tę uda się utrzymać także w okresie najbliższych miesięcy i lat. Wciąż bowiem rentowność handlu detalicznego pozostaje bardzo niska, zaś elementy niepewności, z jakimi rynek miał do czynienia przez cały miniony rok wciąż nie zostały usunięte.

Sprawa tzw. podatku handlowego nadal „wisi” nad detalistami, zaś rząd nie informuje o odstąpieniu od tych planów. A raczej wręcz przeciwnie – potrzeby budżetowe są na tyle duże, iż trudno oczekiwać, że resort finansów zrezygnuje z oczekiwanego dochodu.

Wciąż również trwają prace nad zakazem handlu w niedzielę. Nie wiadomo, jaki będzie ostateczny kształt stosownej ustawy, należy się jednak liczyć z koniecznością rezygnacji przez większych detalistów z części planowanych przychodów. To zaś wpłynie na koniunkturę, a w konsekwencji także na poziom rentowności. W efekcie inwestycje także w supermarketowy segment rynku mogą się okazać mniej opłacalne. Ostatecznych decyzji w tej kwestii można oczekiwać w najbliższym czasie.

Ruszyła co prawda inflacja, która postrzegana jest jako czynnik korzystny dla handlu detalicznego, jednak tylko do pewnego stopnia. Jeżeli wzrost cen pochłonie znaczącą część programu 500+ to popyt wewnętrzny nie tylko przestanie sprzyjać wzrostowi gospodarczemu, ale także wynikom osiąganym przez handel detaliczny.

Zagrożeń jest więc dla handlu niemało, a ich eliminacja mało prawdopodobna. Ważne natomiast, aby decyzje w wielu kwestiach zapadły jak najszybciej, aby przedsiębiorcy mogli przystosować do nich swoje funkcjonowanie.

Wiktor Stępniewski


tagi: supermarket, handel, rozwój, sprzedaż,