Wywiady

Rozmowa z Józefem Rolnikiem, współwłaścicielem firmy ROLNIK

Środa, 19 kwietnia 2017 Autor: Tomasz Pańczyk, HURT & DETAL Nr 04/134. Kwiecień 2017
O rozwoju przedsiębiorstwa, rozszerzeniu kategorii dań gotowych, eksporcie i trendzie „premiumizacji” rozmawiamy z Józefem Rolnikiem, współwłaścicielem firmy ROLNIK.
Firma ROLNIK należy obecnie do grona liderów branży przetwórstwa owocowo-warzywnego w Polsce. Jakie były początki działalności firmy? Co stanowiło tzw. „kamienie milowe” w dotychczasowym – 25-letnim okresie rozwoju firmy?

Nasza firma powstała w roku 1989 – na przełomie dużych przemian społeczno-gospodarczych. Cały nasz biznes rozpoczął się od współpracy z Węgrami, ponieważ ukończyłem studia na kierunku handel zagraniczny w Budapeszcie. W czasach, kiedy trudno było o towar, a półki sklepowe świeciły pustkami – produkty, które przywiozło się zza granicy miały większą szansę sprzedać się w naszym kraju. Dlatego zaczęliśmy importować produkty przetwórstwa owocowo-warzywnego. W naszej firmie na ścianie można zobaczyć pierwszą reklamę, którą w tamtych czasach promowaliśmy te wyroby. Przedstawia ona słynną zaprawę cytrynową, którą handlujemy do dziś. Byliśmy jedną z pierwszych firm, która sprowadzała do Polski soki w kartonowych opakowaniach. Z czasem wprowadzaliśmy nowe produkty, a w naszej ofercie znalazła się m.in. papryka czy kukurydza konserwowa. Później handel zaczęło ograniczać 15-procentowe cło, dlatego pomyśleliśmy o zajęciu się przetwórstwem. Na początku przejęliśmy 50%, a później 100% naszego obecnego zakładu w Bujakowie. Do dziś z niego korzystamy. Główną jego zaletą jest to, że możemy tam produkować bardzo szeroki asortyment, w krótkich seriach, dzięki czemu możemy być bardzo elastyczni względem zapotrzebowania z rynku. W późniejszym czasie przejęliśmy mały zakład w Dańcu pod Opolem, który de facto był niewielką manufakturą. Wykorzystując środki z SAPARD-u zbudowaliśmy tam przedsiębiorstwo od podstaw. W 2008 roku przejęliśmy również placówkę na Węgrzech. W międzyczasie przejęliśmy zakład przetwórstwa mięsnego w Orzeszu…

Właśnie. Oferta produktowa firmy Rolnik, to nie tylko przetwory owocowo-warzywne, ale również dania gotowe, zupy, sosy, pasztety. Jaki potencjał rozwoju ma krajowy rynek tych produktów. Jakie miejsce zajmuje na nim obecnie firma ROLNIK?

Naszą podstawową kategorią i siłą jest branża, od której zaczynaliśmy i czujemy się mocni, czyli przetwórstwo owocowo-warzywne. W tej kategorii zbudowaliśmy silny, rozpoznawalny brand i należymy do liderów rynku. Marka jest rozpoznawalna nie tylko w Polsce, ale też widoczna jest na Słowacji, w Czechach, na Węgrzech.

Przejęcie zakładu przetwórstwa mięsnego w Orzeszu było dla nas nowym wyzwaniem, była to zupełnie inna branża. Właśnie w tym zakładzie produkujemy dania gotowe i wytwarzamy je głównie w oparciu o mięso mrożone. Udało się nam szybko wprowadzić produkty marki Rolnik w tym segmencie, choć z pewnością nie jesteśmy tu liderem. Bardziej postawiliśmy więc na eksport i mamy duże rynki zbytu poza granicami Polski. Uważam jednak, że w segmencie dań gotowych jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ponieważ rynek poszukuje produktów bardziej luksusowych.

Zatrzymajmy się zatem na eksporcie. Na których zagranicznych rynkach produkty ROLNIK są najbardziej popularne? Jakie nowe kierunki wyznaczacie sobie, jako kolejne cele ekspansji eksportowej?

Z racji historii naszej firmy kontakty handlowe z innymi krajami od zawsze były nam bliskie. Zaczynaliśmy od importu. Jako jedna z nielicznych firm mamy własny zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego na Węgrzech, ale najważniejszy dla nas jest polski rynek. Od początku jednak wiązaliśmy firmę z eksportem. Obecnie stanowi on 20-25% naszej działalności. Są to zarówno bliskie kierunki, jak Słowacja, Czechy, Węgry, Rumunia, jak i dalsze – Irlandia, Wielka Brytania, a także kraje skandynawskie. Silną pozycję mamy też w Australii i Kazachstanie. W Rosji wigor eksportowy nieco się zmniejszył, zwłaszcza po osłabieniu rubla.

Konsumenci coraz bardziej przykładają wagę do jakości i bezpieczeństwa produktów. Te z kolei wynikają m.in. z bazy surowcowej i technologii wytwarzania. W jaki sposób zapewniacie wysoką jakość i bezpieczeństwo produktom z logo ROLNIK?

W kwestii bezpieczeństwa żywności poszliśmy bardzo do przodu. Nie tylko my jako firma, ale całe polskie rolnictwo. Obecnie bezpieczeństwo produkcji i jakość oferowanych wyrobów jest podstawą działania, ponieważ w Polsce działają nie tylko unijne przepisy, ale też same sieci działające na rynku wprowadzają własne audyty w oparciu o jeszcze bardziej rygorystyczne wymogi. Przeprowadzane są bardzo dokładnie i często, oczywiście bez zapowiedzi, więc nie można nic robić prowizorycznie. Obowiązujące systemy wymagają codziennej, a czasem nawet częstszej zmiany odzieży i przestrzegania bardzo restrykcyjnych zasad higieny, pracownicy już się do tego przyzwyczaili i takie procedury nie są niczym nadzwyczajnym. Jeśli chodzi o surowce, to producenci rolni na bieżąco dostosowują się do stale rosnących wymogów. Bezpieczeństwo jest zatem na najwyższym poziomie.

„Premiumizacja” produktów stała się bardzo popularna w sektorze FMCG. Firma Rolnik również posiada w swoim portfolio całą linię produktów premium…

Byliśmy pionierami jeśli chodzi o opakowania i wzornictwo przemysłowe. W latach, kiedy towar sprzedawał się bez jakichkolwiek większych starań, my postawiliśmy na wyjątkowy wygląd naszych produktów, żeby wyróżniały się na półce i przyciągały wzrok. Wprowadziliśmy asortyment w oryginalnych, sześciokątnych słoikach, później dodaliśmy do tego przezroczystą etykietę. Następnie przyszedł czas na wieczko o podwyższonym boku. Teraz bardzo wiele firm to przejęło i korzysta z tego rozwiązania. Moim zdaniem najlepszy czas produktów premium jest jeszcze przed nami, ponieważ wyroby ekskluzywne zyskują coraz więcej odbiorców.

Biorąc pod uwagę perspektywy rozwoju firmy ROLNIK na rynku polskim i rynkach zagranicznych – proszę powiedzieć, jaką pozycję widzi Pan dla firmy, powiedzmy za 5-10 lat?

Mamy oczywiście nowe pomysły dotyczące kolejnych przejęć i próby zaangażowania naszych sił w branżę okołorolniczą. Obecnie jednak ciężko nam stwierdzić, w którym kierunku pójdziemy. Program 500+ z pewnością pomógł w rozwoju polskich firm, ponieważ rynek odczuwa dodatkowe pieniądze, jakie pojawiły się w obiegu. Poziom rolnictwa też daje podstawy do prognozowania przyszłych sukcesów, ponieważ jesteśmy dobrze przygotowani pod względem infrastruktury, wiedzy i finansów. Jeśli na rynku będą pojawiały się nowe produkty, to z pewnością my również będziemy wśród producentów, którzy je zaoferują.

Czy po tych 25 latach działalności i sukcesów firmy ROLNIK czuje się Pan spełniony biznesowo?

O tyle dla mnie łatwa jest odpowiedź na to pytanie, o ile zdaję sobie sprawę, że nie ma nic piękniejszego, niż stworzenie – wraz ze wspólnikiem – takiego biznesu, do którego tak pasuje moje nazwisko. To w dużej mierze zasługa mojego wspólnika, który zadecydował, że skoro jestem kojarzony z importem, to niech firma nazywa się ROLNIK. Dziś, wielu znajomych pracujących w branży reklamowej czy w biznesie korporacyjnym mówi mi, że firmy wydają miliony na zaprojektowanie logo i nazwy, a my zrobiliśmy to w tak prosty sposób i to z sukcesem.

Dziękuję za rozmowę.
Tomasz Pańczyk, Redaktor Naczelny


tagi: Józef Rolnik, ROLNIK, dania gotowe, sprzedaż, produkcja,