Galeria Foto/Video - zagranica

Amerykański sen

Wtorek, 12 sierpnia 2014 HURT & DETAL Nr 8 (102) / 2014 (Sierpień)
Miasto, które nigdy nie śpi – to slogan używany do określenia Nowego Jorku. Potwierdziła to z resztą Beyonce w kooperacyjnym (z JayZ) utworze Empire state of mind. Jednak każdy kiedyś musi odpocząć i wygląda na to, że polski handel w tym mieście szykuje się do drzemki.
Greenpoint to dzielnica, która jest znana jako centrum polonijnego życia w Nowym Jorku. Położona na Brooklynie przeżywa jednak transformację. Na przestrzeni ostatnich 10 lat handel polskimi produktami uległ zmianie ze względu na mniejszy popyt ze strony Polonii. Mniejsza liczba małoformatowych sklepów spożywczych, czy zamknięcie Biedronki – to efekty migracji Polaków z Greenpointu do innych dzielnic. Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Główną jednak pozostaje wzrost kosztów utrzymania, które mogą wynikać z nagłych zmian gospodarczych, towarzyszących wydarzeniom z lat 2008 – 2010. Spadek inflacji i nagły jej wzrost wpłynęły negatywnie na koszty importu, zwiększając je o 13 procent. Dodatkowo, diametralnie wzrosły koszty proceduralne związane z założeniem nowego biznesu, co mogło zniechęcić potencjalnych przedsiębiorców. W sektorze FMCG doszło do spadku odsetku klientów z polskim obywatelstwem na rzecz Amerykanów. Jak potwierdza ekspedientka ze sklepu Maria’s Deli przy 136 Meserole Avenue – „Niegdyś do sklepu przychodziło wielu Polaków, którzy stanowili około 80 proc. klientów. Teraz proporcje zaczynają się wyrównywać”.

Na Nassau Avenue można spotkać wiele polskich szyldów. Polskie restauracje, zakłady fryzjerskie czy kancelarie prawne stwarzają bardziej przyjazne środowisko do prowadzenia sklepu spożywczego niż na innych ulicach Greenpointu, ponieważ wszystko jest w jednym miejscu. Dodatkowo, pobliskie sąsiedztwo parku sprawia, że Polonia właśnie tutaj robi zakupy po popołudniowym spacerze.

Na sklepowych półkach przeważają artykuły najlepiej znanych w Polsce producentów. Nie trudno kupić produkty od Krakusa, przyprawy marki Knorr, oranżadę Hellena czy wody Żywiec Zdrój. W niemal każdym napotkanym polskim sklepie znaleźliśmy również ciasteczka Tago, soki Tymbark i Kubuś. Jeśli chodzi o słodycze, to na Greenpointcie Polacy wybierają Wawel (Mieszanka Krakowska), Mieszko (Czekoladki Marcepanowe), E. Wedel (Delicje) czy Grupę Colian (Jeżyki). Dla chrupaczy polecam Paluszki Słone Lajkonik i Paluszki Beskidzkie firmy Aksam, bo to właśnie ci dwaj producenci dostarczają swoje produkty za ocean. Na półkach z ketchupem swoje miejsce mają produkty Kotlin, Kamis i Pudliszki. Wśród herbat zdecydowanie przeważa Herbapol (Herbaciany Ogród, Zielnik Polski), pozostawiając nieco miejsca Mokate (Babcia Jagoda, Minutka) i Big-Active (Herbaty Zielone ekspresowe).

Najbardziej marketingowo rozwiniętym segmentem jest zdecydowanie ten piwny. Przy wielu polskich sklepach rozwieszone są banery Tatry, czy Warki. Szyldy placówek z alkoholami oznaczone są logotypami marki Żywiec czy Okocim. Na Greenpoincie można dostać piwo, które zostało wycofane ze sprzedaży na polskim rynku w 2003 roku – piwo EB. To te produkty można kupić w pobliskim sklepie z alkoholami na 223 Greenpoint Avenue, który nie tylko wygląda jak mała hurtownia, ale też oferuje niższe ceny. Odwiedziliśmy również sklep monopolowy Cracovia wines & liquors, przy 150 Nassau Avenue, w którym można kupić wódki: Sobieski, Żołądkowa Gorzka, Luksusowa czy Absolut oraz jedynie eksportowy produkt od Polmosu – Spirytus Wesoły.

Paweł Pańczyk

tagi: Ameryka, handel, produkty, Nowy Jork, Paweł Pańczyk,